środa, 4 listopada 2015

Pusheeny muffiny i inne słodkości ♥

 Czyli luźna notka o absolutnie nieczarnych rzeczach >D
Przygotujcie się na masę różu, kotów oraz cukierasów!


Prawda jest taka, że kocham czerń całym serduszkiem.
Jeżeli chodzi o ubrania.
Co się jednak dzieje w zaciszu czterech ścian? Ha, to zupełnie inna bajka >D Ciemne kolory (nie wspominając nawet o czerni) przyprawiają mnie o podły, depresyjny (w tym złym tego słowa znaczeniu) nastrój. Z tego też powodu w miarę możliwości preferuję w pokoju pastelowe kolory, głównie zieleń i pudrowy róż. I nie, nie widzę żadnego problemu ani niespójności w tym, że ubieram się tylko na czarno, a mój wymarzony pokój to Candy Kingdom >D
To tyle w kwesti wstępu do notki, a teraz pora na przestawienie paru (mniej lub bardziej udanych) cukierkowych zdobyczy.

Zapewne większość osób kojarzy Pusheena - słodkiego, puszystego, leniwego kota obżartucha. Jedni go kochają, inni hejcą - ja akurat należę do tej pierwszej grupy (paw-tęcza i te sprawy >D).
Nie mogłam zatem przegapić okazji i nie zaopatrzyć się w różową, puszinową koszulę nocną od H&M. Jako, że ten przybytek dobrodziejstwa zostanie otwarty w moim mieście dopiero za jakiś czas, musiałam zdecydować się na zakup internetowy. Na modelce oraz zdjęciach sklepowych koszula prezentowała się bardzo zachęcająco. Materiał zdawał się być gruby, kolor wyrazisty a nadruk dobrze wykonany.


 Kiedy odebrałam moje zamówienie po prostu zaniemówiłam. Muszę przyznać, że jak żyję nie doznałam takiego rozczarowania jakością zakupionego produktu. Ani DoL, ani nawet Restyle mnie tak nie rozczarowało :"D


 Koszula nocna jakości ścierki do podłogi, którą całą można zmiąć i zacisnąć w garści - zmieści się bez problemu. Cienka, elastyczna szmatka, całkowicie prześwitująca. Darowałam sobie nawet przymierzanie.


 My perfect weekend?
Oczekiwanie na kuriera, który zabierze tego potworka gdzieś daleko. Pierwszy raz w życiu zdecydowałam się na dokonanie zwrotu towaru.


 Pomijając cienki, prześwitujący materiał (100% wiskoza) wiele do życzenia pozostawiał także nadruk. Wykonany niestarannie (ale w końcu to tylko koszula nocna), gumowaty i klejący się do rąk. 
Nawet słodkie kocie pyszczki nie powstrzymały mnie przed odesłaniem tej szkaradki </3


 Nie sądziłam, że da się zepsuć tak prostą rzecz jak koszula nocna :"D To niesamowite, ale mam w swoim posiadaniu rzeczy wykonane z szyfonu, który jest dużo mniej prześwitujący, niż ta wiskozowa "mgiełka".


 W tym samym czasie złożyłam Puszinowe zamówienie w House.


 Tutaj akurat nie mam na co narzekać: materiał jest naprawdę dobrej jakości, nadruk przeuroczy. 
So lazy, cant`t move - tak, to moje motto >D


 Zestaw składający się z gatek i koszulki okazał się zatem strzałem w dziesiątkę ♥


 Plusem dla House okazały się być także... metki. Zarówno koszula jak i piżamka są na licencji, ale tylko House postarał się o słodziuchne metki z Pusheenem. Mała rzecz, a cieszy.


Nadruk przedstawia (a jakże by inaczej!) Pusheeny oraz słodkości. Kiedy przyjrzeć się dokładniej kocim pyszczkom, można odnieść wrażenie, że są lekko derpowate...


 No cóż, na pewno nie tak derpowate jak pyszczek Pusheena kupionego na allegro :"D


 Przeglądając oferty na allegro, ebayu oraz innych portalach aukcyjnych, dość szybko można dojść do wniosku, że wszyscy sprzedawcy korzystają z tych samych (kradzionych rzecz jasna) zdjęć, oferując raczej ten sam (podrabiany) produkt. Zdjęcie, którym posługiwał się allegrowicz u którego dokonałam zakupu:


 Pomijając takie "detale", jak ogólny kształt kota oraz kolor haftu, wszystko się zgadza. Wszystko, czyli to, że kupiło się maskotkę-kota :"D Allegrowy Pusheen ma klapnięte uszko, brązowy haft i zdecydowanie jest szczuplejszy, niż sugerowały to zdjęcia sklepowe.


Z tyłu widać, jak bardzo sylwetka kota jest (użyjmy eufemizmu) niedoskonała.


 Tak czy inaczej, Pusheen został ze mną. Materiał z którego został wykonany jest niezwykle przyjemny w dotyku, a w tym kocim, derpowym pyszczku jest coś, co nie pozwoliło mi się z nim rozstać. Jest to pierwsza maskotka od jakichś 20 lat, która sypia w moim łóżku >D


 Przy okazji zakupu piżamki pozwoliłam sobie na zakup leginsów imitujących jeansy. Wykonane z grubego, ale zarazem mięciutkiego i elastycznego materiału idealnie pasują do Puszinowej koszulki :^


 Wspomniałam już, że Pusheen śpi w moim łóżku. Oczywiście wiadomo, że koty nie odpoczywają na byle czym:


 Poduszka (a właściwie poszewka na poduszkę) z Home&You. Swego czasu mieli muffinkową serię. Można było kupić kocyki, fartuszki, zastawę stołową i masę innych bibelotów z wizerunkiem słodkości. Do dziś dnia nie mogę odżałować, że nie kupiłam do kompletu koca ;_;


 Materiał poszewki jest mięciusi, bardzo podobny do tego, z jakiego wykonany został jasnozielony koc widoczny na zdjęciach koszuli i piżamy. Zamawiając z H&Y zaopatrzyłam się w kilka tego typu mięciutkich i miziastych pierdółek, ale szkoda miejsca na to by je prezentować. Warto pokazać jeszcze jedną rzecz z muffinowej kolekcji:


 Komplet kubek + puszka.


 Te ociekające słodyczą itemy stanowią jedne z najczęściej używanych przeze mnie rzeczy w kuchni. 


Nie znalazłam żadnych defektów, do których mogłabym się przyczepić. Komplet jest dobrze wykonany i prezentuje się świetnie ♥


 Skoro temat okołoherbaciany, to - głupia ja - kupiłam sylikonowy zaparzacz. Strasznie denerwowały mnie herbaciane/miętowe listki kręcące się w kubku, uznałam więc, że taka oto truskawka będzie doskonałym rozwiązaniem:


 Nope, pomimo wielokrotnego sparzenia i używania, ciągle daje się wyczuć dziwny smak w naparze. 
Zdecydowanie lepiej poświęcić chwilę czasu na odłowienie fusów/liści łyżeczką.


 Zbyt dużo słodkiego może przyprawić o mdłości, dlatego na sam koniec notki Pusheenowe kubki:


 Zamawiane na allegro - rzecz jasna podróbki. Jak zresztą widać. Nadruk na dole jednego z kubków jest fatalnie wykonany, a same kubki posiadają skazy (nierówności). No cóż, nie kosztowały majątku, mimo to moje rozczarowanie było spore.


 Puszinorożce i kryształy! ♥


Dla osób nielubiących pastelowych kolorów i różu notka ta była zapewne drogą przez mękę, ale uznałam, że jakaś odskocznia od wszechobecnego mroku była konieczna >D
Na pocieszenie mogę dodać, że w najbliższym czasie (czyli w ciągu dwóch-trzech lat) nie planuję  notki o podobnej tematyce, tak więc można odetchnąć z ulgą >D

środa, 21 października 2015

Restyle - gotycka walizka Cathedral suitcase


 Walizka "Cathedral" widnieje w ofercie Restyle od dłuższego czasu. W przeciwieństwie do innych modeli nie miała ona jednak okazji wyprzedać się i wrócić zrestockowana. Wręcz przeciwnie, jej cena już jakiś czas temu została dość poważnie obniżona (nie pamiętam pierwotnej, ale było to chyba coś w okolicach 130zł), pomimo tego torebka wciąż jest dostępna w sprzedaży. Co takiego może przekładać się na tak małą popularność tego modelu?


Szczerze mówiąc nie mam pojęcia.
Torebka (jak każda rzecz z Restyle) ma swoje plusy i minusy, za to cena jest dość okazyjna w porównaniu z innymi modelami. Swój egzemplarz nabyłam w czerwcu, podczas promocji, dzięki której zapłaciłam dokładnie 86,13zł. Teczka przybyła do mnie szybko, razem z innym promocyjny zakupem, o którym wspomnę za jakiś czas.


Już na pierwszy rzut oka widać, że torebka wygląda dokładnie tak, jak na zdjęciach sklepowych. 
Dość masywna, wykonana ze skórki ekologicznej, ozdobiona białym haftem przedstawiającym katedrę - po prostu piękna ♥
Oczywiście nie jest wolna od mankamentów, to by było zbyt piękne i jak na możliwości Restyle - raczej niewykonalne. Recenzję zacznę jednak od tej lepszej strony, czyli haftu.


Prezentuje się on bardzo dobrze i bez wątpienia robi niesamowite wrażenie. 


Nie znalazłam żadnych większych niedociągnięć. Jedynie niektóre mniejsze elementy, jak na przykład krzyże, nie są zbyt precyzyjnie wykonane, ale z daleka prezentują się całkiem nieźle.



 Na upartego można też wytknąć miejsca, w których maszyna zdawała się ledwo sobie radzić z misternym haftem:


 Rzuca się to w oczy jedynie z bardzo bliska, tak więc haft jest zdecydowanie najlepszą stroną torebki.


Powodem, dla którego zdecydowałam się na zakup torebki - walizki jest oczywiście jej pojemność. Mam w swoim posiadaniu kilka innych modeli od Restyle, niestety nie zawsze jestem w stanie zmieścić w nich wszystkie niezbędne rzeczy.


 Sporym zaskoczeniem było dla mnie to, że walizkę można niemal całkowicie otworzyć. Z jednej strony to plus, bo ułatwia pakowanie, z drugiej minus, bo jeśli z rozmachu rozepniemy ją na mieście zbyt szeroko, to na ulicę może wysypać się masa itemków. Sprawdzone info :"D


 Teoretycznie przed całkowitym otwarciem chroni materiał wszyty po bokach walizki. Praktycznie jest on wykonany z takiego samego materiału, co podszewka...
...podszewka natomiast jest taka sama, jak w kruczej torebce-książce "Magic Spells Notebook". Jeśli kogoś interesuje jak wyglądała moja przygoda z tamtą torebką, to zapraszam do zdjęć pod koniec ***tej recenzji***. Tutaj tylko dodam, że podszewka strasznie łatwo łapie wszelkiego rodzaju paprochy i nie wydaje się być zbyt solidna.


 W środku znajduje się jedna kieszonka zamykana na zamek. Na szczęście - wbrew temu co widać na zdjęciach - działa bez zarzutu. Wystarczyło tylko przejechać nim w obie strony i wrócił na właściwe tory. Pod spodem widnieje koślawo wszyta metka z nazwą producenta. Obok, doszyta do bocznej ścianki, znajduje się kolejna (zapewne na wszelki wypadek, gdyby ktoś zapomniał gdzie kupił torebkę).


 Według producenta walizka posiada też "dwie mniejsze" kieszonki. Ups, chyba jednak nie.


 Nie zrobiłam autentycznie nic, a szew sam puścił. Nie był w żaden sposób zabezpieczony przed pruciem się, nitka bez najmniejszego oporu spruła się do końca kieszonki. Dla mnie to niewielka strata, ponieważ w trakcie użytkowania przekonałam się, że jedna duża kieszonka jest równie wygodna jak dwie małe, z którymi mam do czynienia w innych torebkach. Jakby jednak na to nie patrzeć, jest to spore niedociągnięcie, które niezbyt dobrze wróży całej torebce (w końcu można mieć wątpliwości, w jakim stanie jest reszta szwów). Na dodatek materiał, którego użyto do stworzenia kieszonki, nie został w żaden sposób obszyty/zabezpieczony przed pruciem się. Wygląda to nieestetycznie, tkanina powoli zaczyna strzępić się i ciężko powiedzieć, jak długo wytrzyma.


 Wróćmy jednak na zewnątrz torebki. Tak oto prezentuje się ona od tyłu:


 Już na pierwszy rzut oka widać, że kieszonka dość mocno odcina się na ściance. Zamek, podobnie jak miało to miejsce z wewnętrzną kieszonką, wystarczyło raz użyć, by ząbki wskoczyły na właściwe miejsca.


 Zdziwiło mnie natomiast to, że z tyłu torebki znalazłam ślady, wyglądające jak odciśnięte paznokcie (sugeruje to ich długość/szerokość oraz lekkie zaokrąglenie). Była to jedna z pierwszych rzeczy, jakie zauważyłam po otwarciu paczki (sama ścinam paznokcie "na zero", więc na pewno nie należą do mnie). Mogę się jedynie domyślać, że powstały albo podczas szycia, albo podczas pakowania. Tak czy inaczej, nie znikły do tej pory, więc materiał jest dość podatny na tego typu wgniecenia.


 Jeśli zaś chodzi o wykończenie boków torebki... chyba po raz kolejny mogę napisać "no cóż, mogło być lepiej". Szczególnie nieciekawie wyglądają rogi, ale i tak jest lepiej, niż w nowszym modelu torebki-książki "Alice in Wonderland". 


Walizka, podobnie jak nieludzko wręcz failowa teczka "Cemetery Red", na przodzie posiada coś na wzór ramki, dzięki czemu haft wygląda jak oprawiony obraz. Niestety, także tutaj producent mógł bardziej zwrócić uwagę na wykończenie (aczkolwiek jest niebo lepiej, niż w "melty cemetery").


 W przeciwieństwie do Alicjowej torebki, teczka-Katedra nie posiada usztywnionych boków. Są one tak samo workowate, jak w innych modelach, np. kruczej torbie. Producent co prawda wspomina, że torebka jest "bardzo mocno usztywniana", ma on jednak raczej na myśli przód i tył, a nie całość.


Jeśli chodzi o pojemność, to walizka spokojnie zmieści format A4. Ba, nawet teczkę wypełnioną makulaturą w formacie A4 :^


 Jeśli ktoś rozmyśla nad używaniem jej do przewozu laptopa, to tak wygląda ona w zestawieniu z laptopem 15,6". Nie ma szans na zmieszczenie, nawet wypukłe boki nie pomogą </3


 Co ciekawe, o ile boki i dół nie zostały usztywnione, o tylu góra jakimś cudem została jednak wzmocniona, przez co wygląda całkiem nieźle.

Teczka pusta:


Teczka dość solidnie wypchana:

 

Na sam koniec wspomnę oczywiście o pasku: standardowy dla tego producenta, wykonany z tego samego materiału co walizka.


 Gdzieniegdzie odstają nitki, ale całość działa bez zarzutu.
Walizkę można nosić zarówno za rączkę, jak i na pasku na ramieniu. W obu przypadkach uchwyty wyglądają solidnie, jednak wystarczy wrzucić do torebki coś cięższego, by odnieść wrażenie, jakby całość miała jednak nie wytrzymać i pęknąć w jakiś paskudny sposób...


 Podsumowując:
W zestawieniu cena/jakość walizka dostaje -4/5
+ piękny haft;
+ pojemność;
- słabej jakości skóra ekologiczna, sprawiająca wrażenie tekturowej, podatna na wgniecenia;
- podszewka łapiąca każdy pyłek, prująca się kieszeń wewnętrzna;
- wykończenie pozostawia trochę do życzenia. 

Torebka towarzyszy mi od czerwca w każdej dłuższej wyprawie i do tej pory nic złego się z nią nie stało. Zawsze jest wypchana bo brzegi i wprawdzie czasem obawiam się, że to jej ostatnia podróż, jednak jak do tej pory mnie nie zawiodła.
Jeśli kogoś ciekawi, jak rozmiarowo wygląda w zestawieniu z człowiekiem, to może sprawdzić to na przykładzie stylizacji "Witch Master" :)

Jeśli ktoś planuje zakup walizki z zamiarem przewożenia w niej ciężkich rzeczy, to podobnie jak w przypadku każdej innej torebki z Restyle - nie mogę polecić zakupu. Myślę jednak, że w powinna podołać ciężarowi notatek studenckich ;)
Jeśli ktoś (podobnie jak ja) potrzebuje teczki przeważnie do przewożenia ubrań/kosmetyków/innych bibelotów, to polecam ją z czystym sumieniem. Za niecałe 100zł ciężko znaleźć inną, równie elegancko a zarazem klimatycznie wyglądającą torebkę.