Nie ma to jak walentynkowo-stylizacyjny kicz party >D
Z góry pragnę zaznaczyć, że zdecydowanie nie należę do zwolenników
"święta" zakochanych. Po prostu uznałam, że całkiem przypadkiem
nadarzyła się doskonała okazja do popełnienia czarno-czerwonego outfitu i
byłaby wielka szkoda z niej nie skorzystać. Nucąc sobie pod nosem jakże
nastrojowe "Lover End" (The Birthday Massacre) przejdę więc do opisania
stylizacji, która ma mieć klimat bardziej spooky niż romantic. Ciężko w
końcu o wdzięczniejszy temat w historii ludzkości niż nieszczęśliwe
miłości i sercowe problemy zakochanych >D
Sukienką najbardziej pasującą do stworzenia zestawu okazała się być szyfonowa OP od Mystery Garden, która miała już swoją letnią odsłonę w stylizacji "Mad Tea Party: Red Queen's Castle". Nie oszukujmy się jednak, luty nie należy do najcieplejszych miesięcy, dlatego też konieczne okazało się ubranie pod spód czegoś z długim rękawkiem. Wprawdzie mam trochę czarnych szyfonowych koszul, ale jak szaleć to szaleć na całego! Najnowszy nabytek: czerwona szyfonowa koszula z bawełnianą koronką w okolicy dekoltu i szyi. Pod spodem oczywiście znajduje się ciepła, czarna bawełniana bluzka.
Włosy ozdobione zostały czarnymi kwiatami, do których dopięłam perełki oraz woalkę - symbol żałoby. W końcu spooky walentynki nie mogą mieć happy endu, ba! Nie mogą w ogóle być happy >D
Podobno miłość zmusza ludzi do popełnienia najgorszych zbrodni, więc aby móc przywdziać czarny woal, pasowałoby najpierw dosypać drugiej połówce czegoś z pierścienia-sekretnika. Mój najnowszy nabytek nadaje się do tego doskonale. Wygląda dość niepozornie, ale w środku spokojnie zmieści się odpowiednia dawka trucizny ♥
Do tego dwa pierścionki-lisy, w końcu zawistni kochankowie potrafią być chytrzy i przebiegli niczym najprawdziwsze w świecie rudzielce >D
Aby podkreślić walentynkowy klimat zdecydowałam się na rajstopy z motywem serduszek. Najprawdziwszy w świecie kicz, kosztowały u znajomego mniejszościowca całe cztery złote :^ Do sznurowanych kozaków dopięłam po dwie róże: czerwoną oraz czarną (w myśl starego przesądu o którym kiedyś wspomniałam, jakoby dostanie dwóch kwiatów miało przynosić pecha).
Całość uzupełnia cmentarna teczka Restyle, od ostatnich wakacji zwana prześmiewczo "Melty Cemetery". Czy można sobie wyobrazić lepsze miejsce spoczynku dla rozszalałych namiętnością kochanków, niż roztapiający się cmentarz z gałęziami "3D"? >D
Chciałabym móc dodać coś w stylu "nie lubię walentynek, obchodzę hucznie tłusty czwartek", tyle że nie przepadam za pączkami. Poza tym łatwiej zrobić spooky walentynki niż spooky tłusty czwartek :^