poniedziałek, 21 grudnia 2015

Restyle - torebka tablica spirytystyczna "Ouija Board Bag"


Ostatnio niewiele nowości Restyle miało okazję przypaść mi do gustu. Wśród wąskiej grupy itemków znajdowała się właśnie ta torebka imitująca tablicę spirytystyczną Ouija. Po rozpakowaniu niemal odetchnęłam z ulgą - wyglądała w końcu jak na zdjęciach sklepowych:


Niestety moja początkowa radość dość szybko topniała. Torebka posiada bowiem co najmniej trzy poważne defekty. Jeden z nich zauważyłam tuż po przyjściu zamówienia. Mea culpa - od razu powinnam była obejrzeć torebkę dokładnie, przy świetle dziennym. Z racji spraw osobistych nowy nabytek powędrował jednak na półkę, a kiedy po dłuższym czasie wzięłam go ponownie do ręki przeżyłam niemały szok... Po kolei jednak.


Torebka przybyła do mnie zapakowana w folię, dodatkowo strona z nadrukiem zakryta była pergaminem (był on ładnie wyprostowany, jednak z nerwów nie bawiłam się już w eleganckie wkładanie papierka do środka).


Torebkę rzecz jasna kupiłam ze względu na interesujący nadruk, który bez wątpienia przykuwa wzrok. Przedstawia on tablicę spirytystyczną, ozdobioną akcentami odwołującymi się do Starożytnego Egiptu.


Mamy więc obowiązkowy dla każdej tablicy alfabet wraz z cyframi, "Yes", "No", kończące seans "Goodbye" oraz umieszczone w górnych rogach Słońce i Księżyc (ozdobione Ankhami oraz promieniami słońca przybierającymi formę dłoni, co sugeruje związek z Atonem). Akcentami mającymi upiększyć całość i nadać jej charakteru są Chepri - Skarabeusz toczący kulkę gnoju, Oko Horusa, sępica Nechbet, oraz urocze kobry w deszeretach (to się odmienia? :"D), czyli Wedżet. Co ciekawe, grafika widoczna na dole torebki jest mocno inspirowana:


Nie będę rozpisywać się więcej w kwestii symboliki printu, ponieważ Starożytny Egipt nie jest moją mocną stroną :'D Przejdę zatem do opisu samej torebki oraz mankamentów, które wyłaniały się jeden za drugim.

Pierwszą rzeczą jaką zauważyłam zaraz po rozpakowaniu paczki były zielone plamki na słońcu. Wyglądały trochę jak dzieło flamastra(?). Jako, że nadruk jest monochromatyczny, zieleń dość mocno odcina się od całości. Niestety nie mam pojęcia jak usunąć te przebarwienie.


Drugą rzeczą, której nie dało się nie zauważyć, była czarna plama na dole printu. Nie mam pojęcia jak powstała oraz jak mogła przejść niezauważona przez kontrolę jakości. O ile zielona mogła jeszcze zostać niewychwycona, o tyle ta jest dość spora i wyczuwalna pod palcami.


Widząc te dwie plamy zagryzłam zęby i stwierdziłam "lipa, ale będę z tym żyć!". Torebka wylądowała więc na półce między innymi nabytkami z Restyle i przeleżała tam grzecznie ponad dwa tygodnie. Kiedy ostatnio wzięłam ją w ręce w celu zrobienia zdjęć do recenzji nogi się pode mną ugięły. Z prawej strony, za Nechbet, zobaczyłam coś, czego przy słabym, sztucznym oświetleniu moje ślepawe oczy nie wyłapały.


Znajduje się tam dość mocno odcinający się pas, który nie został pokryty czarną farbą mają imitować skórę. Defekt ten ciągnie się przez całą długość klapy i zachodzi aż na jej tył. Na początku myślałam, że to print został źle przyklejony, jednak przyglądając się z bliska można wyraźnie zauważyć gdzie kończy się naklejka, a gdzie kończy się skórka i zaczyna wyglądająca bardzo nieestetycznie część szara.


Chwyciłam więc torebkę i zaczęłam oglądać ją dokładnie z każdej możliwej strony. Efekt? Wyłapałam całą masę miejsc, w których sztuczna skórka sama z siebie odchodzi! W tym momencie odłożyłam aparat i poszłam zaparzyć sobie kubeczek melisy.


Praktycznie z każdej strony torebki można znaleźć łuszczącą się warstwę skórki. 
Jest to moja szósta torebka z Restyle i żadna do te pory nie miała takiego defektu.
Kontynuując oględziny zauważyłam, że na Skarabeuszu pod światło widać dziwne przebarwienia:


Wygląda to na jakąś niedoskonałość skórki, na której następnie wykonano nadruk.

Skarabeusz i zachodzące Słońce. Szkoda, że nie wschodzące >D

Niedoskonałości jest więcej i wszystkie wyglądają tak, jakby powstały przed nałożeniem nadruku. Dlaczego tak uważam? Ponieważ gdyby były to zarysowania powstałe po naniesieniu printu, to myślę, że nie byłoby najmniejszych szans na to, by biała farba pozostała nieuszkodzona.


Ucierpiało nawet Oko Horusa, w którego źrenicy znajduje się wgłębienie  </3

Dwie części printu, które najmniej przypadły mi do gustu:


Każda tablica spirytystyczna posiada w swych rogach symbole Słońca i Księżyca. Powiązanie tych akcentów ze Starożytnym Egiptem, gdzie symbole te były niezwykle ważne, wydaje się być dość ciekawym posunięciem. Na pewno sprawia, że plansza wydaje się być bogatsza i pełniejsza. Nie potrafię jednak zrozumieć, dlaczego posiadają one tak bardzo creepy twarze ;_; (ludzkość dość uparcie dorysowuje słońcu i księżycowi facjaty, ale słowo daję, nigdy nie widziałam wykonania, które nie przyprawiałoby mnie o gęsią skórkę).
 Osobiście uważam, że najbardziej udaną częścią nadruku jest sam alfabet.


Idźmy jednak dalej. Wskaźnik tablicy jest jednocześnie zapięciem torebki. Niestety, już przy pierwszym użyciu okazał się być średnio praktyczny, ponieważ magnetyczne zapięcie znajduje się w jego dolnej części, przez co góra zaczyna nieelegancko odstawać od klapy torebki.


Samo wykończenie wskaźnika woła o pomstę. W kontekście tej torebki nie wiem nawet do kogo x'D


Dziurka we wskaźniku, której zadaniem jest byciem "oknem", przez które można spoglądać w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące nas pytania, została krzywo wycięta, a przy okazji nie została w żaden sposób zabezpieczona. Faktycznie stanowi ona okno. Okno, przez które można spoglądać i podziwiać warstwy, z których wskaźnik został stworzony.


Można nawet dostrzec magnes zamknięcia. Jaką przyszłość wróży to trwałości torebki? Odpowiedź nasuwa się sama. Czy aż tak ciężko było zgrzać te boki/skleić warstwy/obszyć dziurkę?


Pod wskaźnikiem znajduje się symbol lotosu oraz element bardziej typowy dla tabliczki - napis "Goodbye". To dobre rozwiązanie, ponieważ aby zakończyć seans należy skierować wskaźnik właśnie na to miejsce planszy. Jako, że wskaźnika nie da się przemieszczać (można go jedynie odpiąć), to całkiem teoretycznie seansu nie można nawet rozpocząć... tak czy inaczej już na pierwszy rzut oka wskaźnik wydaje się być troszkę krzywo przytwierdzony. O tym jednak później.


Otwarta torebka:


Na wewnętrznej stronie klapy tworzy się dziwny garb:


Torebka wewnątrz jest naprawdę niewielka. Mieści portfel i parę drobiazgów. Niestety nic więcej.


Zrobienie zdjęć wnętrza torebki niemal graniczy z cudem, jednak bardzo chciałam uwiecznić rewolucyjną zmianę jaką wprowadziło Restyle: metalowa wszywka na wewnętrznej kieszonce! Praktyczność 0/10, zajmuje tylko miejsce w torebce. Dodatkowo w środku znajdują się dwie metki przypominające nam kto jest producentem. Ach, nie można zapomnieć o zamkach. Wszystkie zamki zaopatrzone są w nowe logo Restyle.


Podszewka, podobnie jak miało to miejsce w przypadku torebki-książki "Alice in Wonderland" wystaje na zewnątrz, dodatkowo sama z siebie zaczęła się strzępić.



Wykończenie rogów:


Dołączony pasek nie wyróżnia się niczym specjalnym od innych pasków Restyle. 


Ostatnio jednak odkryłam dość poważny mankament występujący zarówno w modelu "Ouija" jak i "Alice in Wonderland". Problem opiszę na przykładzie tej drugiej torebki, ponieważ to w jej przypadku doszło do dość poważnego uszkodzenia.


 Nie, nie przypięłam karabińczyka do brzegu torebki. Pasek został przypięty tak jak zawsze do D-ringa, jednak (sama nawet nie wiem kiedy) w pewnym momencie nasunął się na górną część torebki zakleszczając się bardzo mocno, czego efektem jest głębokie wgniecenie. D-ringi w nowych modelach znajdują się blisko brzegów torebki, a zapięcia karabińczyków wypadają idealnie na wysokości jej brzegów. Wystarczy, że zarzucimy torebkę na ramię, by brzeg torebki wbił się w zapięcie karabińczyka, zakleszczając się bezpowrotnie.


 Dlaczego bezpowrotnie? Ponieważ dla takiego paska praktycznie nie ma już ratunku (chyba, że zakleszczy się na samiutkim brzegu i zauważymy to od razu, zanim wbije się głębiej w miękką skórkę). No cóż, zanim znalazłam wyjście z tej sytuacji (czyli rozgryzłam co i dlaczego się dzieje), straciłam w ten sposób dwa restylowe paski. Nawet po delikatnym ściągnięciu zakleszczonego karabińczyka, zostaje on uszkodzony.


 Części, które powinny na siebie zachodzić latają luźno, nie spełniając już swojej funkcji.
 Co gorsza, jeden z modeli zrobił mi paskudnego psikusa, gdyż defekt odkryłam dopiero kiedy ostra końcówka przejechała mi po dłoni.


Na szczęście torebka "Ouija" dorobiła się dość niewielkiego wgniecenia. Jakie jest więc rozwiązanie? Dość banalne, o którym producent powinien chyba poinformować na swojej stronie. 
Karabińczyki należy doczepiać do D-ringów zapięciem na zewnątrz torebki.
Całe życie doczepiałam paski tak, by zapięcie karabińczyka znajdowało się od wewnętrznej strony torebki (bałam się, że zapięcie go na odwrót może skutkować zaczepieniem o jakąś część garderoby). No cóż, teraz nie mam wyjścia i muszę wyrobić sobie nowy nawyk.


W tym miejscu chciałabym jeszcze wrócić do wskaźnika, oraz tego, że nie jest prosty. Dość wyraźnie skręca w stronę napisu "NO", wskazując cyfrę "6". Na dodatek dzieje się to bez mojej ingerencji. Próba przekręcania go w kierunku środka jest nadaremna, ponieważ jego końcówka szybko wraca na poprzednie miejsce (czyżby duchy?).


Na koniec ciekawostka: producent dał zapasowe D-ringi, aby torebkę można było nosić pionowo. Nie mam zielonego pojęcia jaki jest w tym sens, ponieważ nadruk jest poziomy. Zastosowanie tego rozwiązania było logiczne w przypadku torebki-książki "Alice in Wonderland", której nadruk zdecydowanie lepiej prezentuje się w pozycji pionowej. Dlaczego więc w przypadku tego modelu postanowiono zastosować te rozwiązanie? Na pewno nie ze względów praktycznych. Byłoby znacznie lepiej, gdyby producent zadbał o podstawowe detale, darując sobie takie zbędne bajery.


Jakie jest zatem moje zdanie na temat torebki "Ouija"?

Podsumowując:
- torebka posiada zabrudzenia nadruku;
- kawałek klapy, na której widnieje print, nie został pokryty czarną farbą imitującą skórę;
- sztuczna skórka w wielu miejscach łuszczy się i odchodzi samoczynnie;
- nieestetyczne wykończenie;
- użycie dużej, metalowej płytki z logo producenta, którą naprawdę ciężko jest usunąć, a która zajmuje miejsce w i tak bardzo niepojemnej torebce;
- karabińczyki zakleszczają się na brzegu torebki, co może powodować uszkodzenie materiału (producent nie podaje informacji, że zapięcie musi znajdować się na zewnątrz).

Dlaczego nie zwróciłam torebki? Ponieważ przegapiłam termin zwrotu. Od teraz każdy zakup będę planować tak, aby móc go obejrzeć na spokojnie przy świetle dziennym. Dokładnie, kawałek po kawałku.

Zastanawia mnie jednak jeszcze jedna rzecz: czy naprawdę nikt w Restyle nie sprawdza towaru, który do nich przychodzi? Przeglądając ich ofertę widziałam, że model ten wyprzedał się, po paru dniach kilka sztuk pojawiło się z powrotem na sklepie, po czym sytuacja powtórzyła się jeszcze raz. Podejrzewam więc, że były to zwroty od klientów, które ponownie zostały wystawione na sprzedaż. Tak zwane "resztki", zapewne z defektami takimi jak w moim egzemplarzu. Jest to niezbyt przyjemna myśl.

Nie zmienia to jednak faktu, że swój egzemplarz kupiłam w oparciu o opinię osoby, która kupiła ten model i jest z niego zadowolona (był pozbawiony wad). Wskazuje to na to, że zakupy na Restyle to zwykła loteria.

Jaka jest zatem ostateczna ocena?
W wyrażeniu mej opinii pomoże mi Kocie medium:

W celu obejrzenia większej ilości zdjęć Kociego medium zapraszam na fanpage *Demonic Ratter* >D
Odpowiedź brzmi:
 "NO".
Nie.
Torebka dostaje 2+/5 
Ten plus dlatego, że mimo wszystko nieuczciwie byłoby stawiać "Ouija" na równi z "Melty Cemetery", czyli legendarną torebką-cmentarzem, która ocieka klejem.

niedziela, 13 grudnia 2015

Young Raven

Doszłam do wniosku, że stylizacja z przełomu upalnego lipca i sierpnia powinna idealnie wpisać się w zimne, pochmurne, grudniowe klimaty >D


Długo szukałam okazji, by móc w końcu założyć welurkową sukienkę Atmosphere (jej zdjęcia można zobaczyć *tutaj*, w wątku poświęconym offbrandowym zdobyczom). Niestety, nie jest zbyt praktycznym nabytkiem: na zimę się nie nadaje, ponieważ trzeba byłoby ją zestawiać ze sweterkami (a nietrudno zauważyć, że do tej pory chyba w żadnej stylizacji nie miałam na sobie ani swetra ani kardiganu - po prostu ich nie lubię), natomiast podczas typowo upalnego lata jest w niej troszkę ciepło.


 Kolor sukienki to idealna, najczarniejsza czerń z lekkim połyskiem, przypominającym mi sposób, w jaki krucze pióra mają zwyczaj odbijać światło ♥ Uznałam więc, że najwyższa pora zostać młodym kruczęciem, któremu wyznaczono ważne zadanie: znalezienie miejsca na kruczy bal!


 Skoro więc stylizacja z kruczym akcentem, to nie mogło obejść się bez spinek do włosów "Black Diamond Ravens" od Restyle, a także naszyjnika "Flying Ravens". Ogólnie rzecz ujmując: wszystko co czarne i latające jest ostatnio w mojej szafie mile widziane. Włosy zostały przyozdobione różami oraz sznurem czarnych perełek, drugi sznur trafił na szyję.


Pierścionki to dość klasyczny w moim przypadku komplet, do tego czarna bransoleta z kwiatowymi ornamentami.


Do tak czarnego zestawu nie nadawały się zwykłe koronkowe rajstopy, ponieważ wyglądałyby na wyblakłe. Mój wybór padł zatem na ażurowe rajtki z wzorem przywodzącym mi na myśl stare budowle pełne maswerków (doskonałe miejsce dla kruka >D). Do tego sandały na platformie od Sinsay (niezwykle wygodne, śmigałam w nich całe lato). Całość uzupełnia torebka Restyle "Magic Spells Notebook", z wizerunkiem kruka w gnieździe. Na zdjęciach tych widać także aksamitną chustę z frędzlami - tak, ostatnio mam bzika na punkcie chust.


Na świeżo wyremontowanym tarasie Tarnobrzeskiego zamku jest całkiem sporo miejsca, a dookoła mnóstwo drzew, na których można by przycupnąć...
Wystarczy więc rozejrzeć się dookoła - nikogo nie ma w okolicy, nikt nie patrzy - można zatem przybrać prawdziwą formę!


Pora rozpostrzeć skrzydła! >D


Teraz pozostaje tylko zamknąć oczy, chwila skupienia i najwyższa pora zacząć zwoływać czarnych braci na kruczy bal! Z dość oczywistych względów naszyjnik jest przy tym bardzo pomocny, stanowi on bowiem magiczny łącznik pomiędzy wszystkimi krukami w okolicy >D


Po rozłożeniu skrzydeł na zimnej balustradzie pałacowego tarasu nadszedł czas, by w spokoju napawać się widokiem okolicznego lasu ♥


Nie pozostaje już nic innego, jak tylko wypatrywać kruczych sióstr i braci.


Na zlocie tej rangi nie wypada jednak być przyodzianym w tak frywolny strój! Pora zatem nastroszyć piórka i przybrać postać dostojnego kruka, zakryć niemal wszystko co nieczarne i dopiero wtedy rozpocząć zabawę! Tak, ten outfit będzie miał kontynuację! >D

środa, 9 grudnia 2015

Restyle biżuteria - wisior broszka Della Morte czarny nietoperz

Ostatnio narobiłam sobie sporo zaległości w blogowaniu :"D
 I chociaż lato minęło już dawno temu, to wcale nie jest mi łatwiej usiąść przed laptopem i wziąć się do roboty. Mam nadzieję, że ta krótka recenzja pomoże mi się jakoś rozkręcić i w odpowiednim tempie przedstawić wszystkie kolejne nabytki, jakie trafiły do mojej garderoby.


Wisior - broszka "Della Morte" gości w mojej szkatułce z biżuterią od lipca. Przybył do mnie razem z walizką "Cathedral", która (wbrew temu, czego na początku się spodziewałam) jest znacznie częściej wykorzystywana niż jej mały, skrzydlaty rówieśnik.


Moja słabość do biżuterii ze skrzydłami trwa już dłuższy czas, niestety praktycznie każdy kolejny zakup okazuje się być dość mocno niepraktyczny, co jednak jakoś bardzo mi nie przeszkadza: lubię raz na jakiś czas podejść do szkatułki zawierającej wszystkie moje zdobycze i cieszyć nimi oczy ♥
Wisior przybył do mnie fabrycznie zapakowany w folię, przypięty do ozdobnej tekturki, co daje mi pewność, że nikt wcześniej nie miał okazji go dotykać, nie mówiąc o przymierzaniu.


Ku mojej ogromnej uciesze na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało w porządku: każdy element ładnie odlany, skrzydełka lekko przyciemnione, łezka obecna.


Tak, to właśnie skrzydła nietoperza przykuły moją uwagę i nie dawały mi zapomnieć o naszyjniku, zmuszając ostatecznie do zakupu. Jednak już po pierwszej przymiarce okazało się, że nietoperowe kciuki (widoczne u góry skrzydeł) stanowią spore zagrożenie dla większości bluzek wykonanych z koronki i szyfonu: są dość ostro zakończone, a przy okazji lekko wygięte. Łatwo nimi o coś zahaczyć i wystarczy lekkie szarpnięcie, by pożegnać się z bluzką (lub wisiorem). No cóż, być może detal ten jest trochę kłopotliwy, ale co to za nietoperz bez kciuków wyposażanych w pazurki >D


Niestety, czarne szkiełko stanowiące centralny punkt wisiora, nie zostało przyklejone należycie prosto. Podobna sytuacja miała miejsce przy wisiorze "Flying Ravens", jednak tam jakoś mniej rzucało mi się to w oczy:


Co gorsza, szkiełko od samego początku posiadało pewne przebarwienia. Na początku liczyłam na to, że to jakieś zabrudzenie, niestety pomimo polerowania nie raczyło zniknąć. Przy okazji przeżyłam kolejne niemiłe zaskoczenie: czarny kaboszon wręcz niewyobrażalnie przyciąga drobinki kurzu.


Ozdobna ramka, w której osadzone zostało czarne, szlifowane szkiełko, u dołu zakończona jest łezką.


Niby nic specjalnego, doszły mnie jednak słuchy, że niektóre egzemplarze biżuterii z Restyle teoretycznie zawierające ten element (teoretycznie, czyli według sklepowych zdjęć oraz opisu) były jednak go pozbawione. Widząc zatem, że dzyndzel jest na swoim miejscu, odetchnęłam z ulgą >D


Tył nietoperza:


I największe rozczarowanie. Model ten jest zarówno wisiorem, jak i broszką. O ile do tego pierwszego nie mam zastrzeżeń, o tyle to drugie woła o pomstę do nieba. Po pierwsze, w egzemplarzu który do mnie trafił zapięcie było tak poluzowane, że niemal rozsypało się na części. Konieczne było dociśnięcie go cążkami, inaczej nie wytrzymałoby zbyt długo. Po drugie, igła okazała się być tak tępa, że nie można było przebić nią żadnego materiału! Miała problemy nawet z szyfonem, przez bawełnę nie chciała przejść wcale, zostawiając po próbach przebicia materiału paskudne dziury. Innymi słowy: nietoperz posiada zapięcie, jednak korzystanie z niego jest niewykonalne. Jedynym rozwiązaniem byłoby ostrzenie igły, ale widząc, jak bardzo niestabilne jest samo zapięcie, wolę sobie odpuścić i pozostać przy używaniu Della Morte jako wisiora. W końcu po trzecie: zapięcie (podobnie jak miało to miejsce w przypadku wisiora - broszki "Flying Ravens") nie posiada zabezpieczenia, przez co broszka może bez problemu się odpiąć. Zapięcie z zabezpieczeniem nie jest wcale super-hiper drogą opcją i Restyle mogłoby w końcu postawić na wyższą jakość oraz komfort i bezpieczeństwo klienta.


Podsumowując zatem: wisior, chociaż teoretycznie nie jest rzeczą zbyt skomplikowaną, okazał się mieć całkiem sporo niedociągnięć.

Dostaje 3+/5
- krzywo obsadzony kaboszon, posiadający przebarwienia;
- producent reklamuje produkt jako "naszyjnik i broszka w jednym", niestety używanie go jako broszki jest praktycznie niemożliwe.
Przy tej okazji warto pokreślić, że pomimo tego, że produkt pochodzi z nowej dostawy, to powiela dokładnie te same niedociągnięcia, co modele sprzedawane lata temu.

Plusem natomiast jest sam wygląd naszyjnika, co jednak jako tako nie jest zasługą Restyle, tylko osoby tworzącej dla nich projekty.


A tak oto prezentuje się moja kolekcja biżuterii z Restyle >D
Pomimo pozostawiającej wiele do życzenia jakości ciężko jest mi odmówić sobie zakupu kolejnych piękności, które spoczywają w jednej z szufladek mojej biżuteriowej szkatułki ♥