Ostatnio ponad wszystko zapragnęłam opublikować jakąś notkę z aktualnymi zdjęciami.
Tak jakoś wyszło, że mam paromiesięczne opóźnienia (zarówno w kwestii publikacji uwiecznionych stylizacji, jak i recenzji - materiały leżą gdzieś na dysku i się kurzą). Cóż poradzę, że nie mam chęci/sił/czasu na ogarnięcie zdjęć i napisanie notki? Starość nie radość, a mi już bliżej do jesieni życia (trzydziestki) niż do wiosny (dwudziestki) :'D
Wraz z przybywającymi latami nie koniecznie jednak przybywa powagi, co widać choćby na powyższym zdjęciu >D A tak poważniej: nie chcąc już na wstępie być skierowaną do jakiejś poradni geriatryczno-okulistycznej zmuszona byłam do tegoż oto koloro-porównawczego przykucnięcia.Czy muszę dodawać, że utrzymanie takiej pozycji w butach na 9cm obcasie nie jest proste i nie wygląda zbyt ciekawie? W takim razie kaczy szczurzy dzióbek gratis! >D
| Dodatkowe zdjęcie kolorów wykonane w warunkach domowych - tutaj też odcienie nie różnią się aż tak drastycznie, jak na zdjęciach na zewnątrz. |
Ale do rzeczy: podczas kompletowania outfitu wszystko miałam dopięte na ostan guzik: stylizacja w kolorach aksamitnej czerni oraz złotawego brązu/beżu była odcieniami dopasowana niemal do granic możliwości. I co? I nic, aparat po raz kolejny strzelił focha i przekłamał kolory. Na wszystkich zdjęciach odcień rajstop wygląda na ciemniejszy, niż jest w rzeczywistości, na dodatek wpada w intensywnie złoto-żółtawą barwę.
Nie wiem czy to faktycznie wina aparatu, a może tego, że halka oraz sukienka
rzucają cień na nogi, tego że sam wzór rajstop jest dość skomplikowany i
z daleka daje złudzenie ciemnego, a może tła oraz zasnutego chmurami nieba (wbrew pozorom było dość ciemno)? Naprawdę nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że na zdjęciach porównawczych u góry jako tako widać, że są to zbieżne odcienie, bo niestety z daleka wygląda to tak, jakbym całkiem przestała odróżniać kolory </3
Mam zatem nadzieję, że nie wystąpi w komentarzach lincz odnośnie kolorów i mogę już spokojnie przejść do opisu samej stylizacji >D
Sukienka Kidsyoyo "Sound of Music" z przepięknym, złotawym haftem, to jeden z moich ulubionych lolicich nabytków. Do tej pory miałam niestety tylko jedną okazję by uwiecznić z nią stylizację. Mowa oczywiście o "Sounds of Spring", czyli wiosennym outficie. Bardzo chciałam, by kolejny zestaw jak najbardziej różnił się od swojego poprzednika, dlatego postawiłam na jasne, ciepłe kolory. Dokładnie takie, jakimi podczas spacerów można cieszyć oczy, gdy dookoła na dobre rozgości się złota polska jesień.
I tak jak jesień ma różne barwy: począwszy od radosnych, złocistych, pomarańczowych i czerwonych, a skończywszy na późnojesiennych, ciemnych brązach i odcieniach szarości, tak też i nasze normalne życie przechodzi przez te stadia. Dlatego tak długo, jak moje życie ma radosne, ciepłe barwy, tak długo będę bawić się modą. Życie jest zbyt krótkie, żeby ubierać się nudno (to tak jakby złota jesień powiedziała "nie chce mi się" i od razu kazała opaść liściom, zamiast bawić się bogatą paletą kolorów jakie ma do swojej dyspozycji). Za bardzo jednak odpływam od tematu stylizacji, kolejny starczy objaw >D
W ramach urozmaicenia monotonii dotychczasowych fryzur zdobyłam się na uplecenie warkoczyka, który upięłam czarnymi oraz bordowymi różami (pod kolor sukienki oraz kwiatów widocznych na torebce). Na towarzyszy spaceru wybrałam zwierzęta najbardziej kojarzące mi się z jesienią: pierścionek z głową jelenia (no bo przecież rykowisko) oraz pierścionek na dwa palce z sylwetką lisa (rudzielce pięknie prezentują się na tle złotych liści). Do kompletu wybrałam bransoletkę z motywem liści (długo o takiej marzyłam, w końcu udało mi się ją kupić ♥)
Szyfonową koszulę w kolorze (mniej więcej) starego złota, z delikatnymi bufkami oraz kołnierzykiem w stylu określanym mianem "Peter Pan" (kolejna aluzja do starzenia się >D) udało mi się nabyć w sh. Tyle wygrać ♥
Całość uzupełnia przepiękna, gobelinowa torebka bogato zdobiona motywem kwiatowym. Oczywiście ją również udał mi się upolować w sh - podobnie jak koszulę - w stanie idealnym. Torebusia nie mieści zbyt wiele, ale portfel, chusteczki oraz pomadka bez problemu do niej wchodzą. No i ten zapach starych perfum, którego nie mogę się pozbyć mimo naprawdę długiego wietrzenia. Tak bardzo vintage >D
Przy opisie stylizacji nie sposób pominąć rajstop z Veneziany, które były przyczyną całego zdjęciowo-kolorowego zamieszania, a także sznurowanych butów od Pana Jana (każdy je już widział, więc pominę ten detal).
Ciężko mi uwierzyć, że ostatecznie stworzyłam zestaw, który można chyba podciągnąć pod classic lolitę.
Nic tylko czekać, aż za jakiś czas wyskoczę z OTT sweetem.
Z tą szaloną myślą pozostawiam wszystkich czytelników i znikam pisać *wzdech* zapewne jakąś recenzję. Mam całkiem sporo materiałów, więc pewnie przez kolejny tydzień będę dumać od czego zacząć >D