Zakup gotycko-loliciego płaszcza dobrego na typową polską zimę jest niezwykle trudnym zadaniem.
Naprawdę.
Moim pierwszym lolicim płaszczem był Pyon Pyon model LY-024, który w dalszym ciągu znajduje się w mojej szafie. Służy mi bardzo dobrze i jestem z niego zadowolona. Nie nadaje się on jednak na duże mrozy, poza tym jest bardzo dopasowany (ciasny?), dlatego nie ma mowy o wciśnięciu pod niego jakiegokolwiek swetra. Z tego też powodu konieczny okazał się zakup kolejnego płaszcza, porządnie ocieplonego, najlepiej z wełny.
Po wielu godzinach spędzonych na poszukiwaniach (przez internet oczywiście) płaszcza idealnego poddałam się. Jedyne, jakie przypadły mi do gustu, w swojej ofercie posiadał Fanplusfriend, jednak perspektywa zamawiania z zagranicy, cła, vatu, koszty wysyłki itd. skutecznie mnie odstraszały.
Rozsądną opcją stało się zatem zamówienie płaszcza u krawcowej, ale komu powierzyć takie (nie łatwe i nie tanie w końcu) zadanie, bez ryzyka fuszerki?
Mój wybór padł na Lady Sloth :)
Niestety, nie posiadam manekina, na którym mogłabym godnie zaprezentować płaszcz. Pierwsze zdjęcie przedstawia mój płaszczyk i pochodzi z albumu Lady Sloth :)
Kiedy już wiedziałam kto będzie twórcą płaszcza, pozostało tylko podjąć decyzję odnośnie fasonu. Wiedziałam, że płaszcz musi być rozkloszowany. Cóż więcej? Ma mieć dwa rzędy guzików, gorsetowe sznurowanie z tyłu oraz nie mieć futrzanych obszyć (innymi słowy: miał się istotnie różnić od mojego pierwszego płaszcza).
Płaszcz został wykonany dokładnie według moich wytycznych :)
Uszyty jest bardzo starannie, z grubej wełny. Na pierwszym zdjęciu widoczna jest pelerynka, którą można odczepiać. O niej jednak wspomnę pod koniec.
Z przodu płaszcza znajdują się dwa rzędy eleganckich guzików. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że nie są one okrągłe, lecz mają kształt owalu. Zdziwienie szybko zmieniło się w radość: nigdy nie przyszło mi do głowy, że tak bardzo będą ułatwiały zapinanie i rozpinanie płaszcza. Teraz nawet mając zmarznięte dłonie nie stanowi to dla mnie problemu.
Jako, że płaszcz posiada odpinaną pelerynkę, ważny był też kształt kołnierzyka. Żaden z moich zimowych płaszczy nie ma okrągłego, wybór więc padł na właśnie taki :)
Jak widać, płaszcz obszyty został przepiękną czarną koronką. Jest ona w sumie jedynym elementem ozdobnym, ale czy zimowemu płaszczowi potrzeba czegoś więcej? :>
Koronka zdobi nie tylko kołnierzyk i dół płaszcza, ale także rękawy oraz kieszonki:
Kieszonki - coś, bez czego idealny płaszcz nie może istnieć.
Te akurat mieszczą całkiem sporo i co najważniejsze - nie wybrzuszają się. Nawet jeśli powypycham je mnóstwem rzeczy, na powierzchni płaszcza nic nie widać ;)
Z tyłu płaszcza znajduje się gorsetowe sznurowanie:
Ma ono naprawdę spory zakres regulacji, dzięki czemu podczas największych mrozów będę mogła ubrać gruby sweter i wybrać się na długi spacer, bez obawy, że zaraz zmarznę.
Pętelki, przez które przechodzi mocna wstążka, zrobione są z tego samego materiału co cały płaszcz. Przyszyte są symetrycznie i trzymają się bardzo dobrze.
Jak już wspomniałam na początku, płaszczyk posiada pelerynkę z kapturem:
Wykonana została z tej samej wełny co reszta płaszcza. Także koronka, którą została obszyta, jest taka sama jak ta użyta w płaszczu.
Pelerynka pod spodem posiada podszewkę, kaptur dodatkowo jest ocieplany.
Tutaj pojawił się jedyny problem: kaptur okazał się być zbyt duży. Opadał na oczy uniemożliwiając poruszanie się i nijak nie dało się go ujarzmić D:
Z tego też powodu Lady Sloth uszła drugą pelerynkę, tym razem z mniejszym kapturem. Ten nie opada już na oczy :)
Pelerynka wiązana jest pod szyją na kokardę, tak jak chciałam.
W praktyce jednak te rozwiązanie średnio mi odpowiada, dlatego pewnie za jakiś czas coś zmienię.
Od dawna marzy mi się elficka broszka w kształcie liścia, rodem z Władcy Pierścieni. Myślę, że tego typu zapięcie będzie znacznie bardzie praktyczne i eleganckie :)
Jak prezentuje się płaszcz od wewnątrz?
Przede wszystkim ogromne wrażenie zrobił na mnie sposób wykonania ocieplenia. Jest ono bardzo dokładnie przyszyte, dzięki czemu nic nie będzie się przesuwać, marszczyć, zbijać w kupę itd. Nigdzie nie ma ani jednej wystającej nitki. Nigdzie. Wszystko jest bardzo dobrze obszyte i wykończone.
Pomiędzy wełnianą częścią a ociepleniem znajduje się przestrzeń. Ocieplenie na dole nie jest przyszyte bezpośrednio do płaszcza, a patrząc w jego środek widać, że jest "zamocowane" przy pomocy tasiemek. Na początku bałam się, że może mieć to negatywny wpływ na utrzymywanie ciepła w płaszczu, jednak nic takiego nie zaobserwowałam.
Płaszcz jest bardzo rozkloszowany ♥
Podsumowując:
Płaszcz dostaje 5/5
Nie mam się do czego przyczepić.
Zarówno wykonanie płaszcza, jak i kontakt i obsługa klienta stoją na najwyższym poziomie.
Jedynym mankamentem był kaptur, jednak jego kwestia została szybko i bezboleśnie rozwiązana.
Moje zadowolenie może chyba podkreślić fakt, iż natychmiast po otrzymaniu płaszcza zamówiłam kolejną rzecz od Lady Sloth. Jaką - to na razie tajemnica :)
Moim pierwszym lolicim płaszczem był Pyon Pyon model LY-024, który w dalszym ciągu znajduje się w mojej szafie. Służy mi bardzo dobrze i jestem z niego zadowolona. Nie nadaje się on jednak na duże mrozy, poza tym jest bardzo dopasowany (ciasny?), dlatego nie ma mowy o wciśnięciu pod niego jakiegokolwiek swetra. Z tego też powodu konieczny okazał się zakup kolejnego płaszcza, porządnie ocieplonego, najlepiej z wełny.
![]() |
| * Zdjęcie dzięki uprzejmości Lady Sloth :) * |
Rozsądną opcją stało się zatem zamówienie płaszcza u krawcowej, ale komu powierzyć takie (nie łatwe i nie tanie w końcu) zadanie, bez ryzyka fuszerki?
Mój wybór padł na Lady Sloth :)
Niestety, nie posiadam manekina, na którym mogłabym godnie zaprezentować płaszcz. Pierwsze zdjęcie przedstawia mój płaszczyk i pochodzi z albumu Lady Sloth :)
Kiedy już wiedziałam kto będzie twórcą płaszcza, pozostało tylko podjąć decyzję odnośnie fasonu. Wiedziałam, że płaszcz musi być rozkloszowany. Cóż więcej? Ma mieć dwa rzędy guzików, gorsetowe sznurowanie z tyłu oraz nie mieć futrzanych obszyć (innymi słowy: miał się istotnie różnić od mojego pierwszego płaszcza).
Płaszcz został wykonany dokładnie według moich wytycznych :)
Uszyty jest bardzo starannie, z grubej wełny. Na pierwszym zdjęciu widoczna jest pelerynka, którą można odczepiać. O niej jednak wspomnę pod koniec.
Z przodu płaszcza znajdują się dwa rzędy eleganckich guzików. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że nie są one okrągłe, lecz mają kształt owalu. Zdziwienie szybko zmieniło się w radość: nigdy nie przyszło mi do głowy, że tak bardzo będą ułatwiały zapinanie i rozpinanie płaszcza. Teraz nawet mając zmarznięte dłonie nie stanowi to dla mnie problemu.
Jako, że płaszcz posiada odpinaną pelerynkę, ważny był też kształt kołnierzyka. Żaden z moich zimowych płaszczy nie ma okrągłego, wybór więc padł na właśnie taki :)
Jak widać, płaszcz obszyty został przepiękną czarną koronką. Jest ona w sumie jedynym elementem ozdobnym, ale czy zimowemu płaszczowi potrzeba czegoś więcej? :>
Koronka zdobi nie tylko kołnierzyk i dół płaszcza, ale także rękawy oraz kieszonki:
Kieszonki - coś, bez czego idealny płaszcz nie może istnieć.
Te akurat mieszczą całkiem sporo i co najważniejsze - nie wybrzuszają się. Nawet jeśli powypycham je mnóstwem rzeczy, na powierzchni płaszcza nic nie widać ;)
Z tyłu płaszcza znajduje się gorsetowe sznurowanie:
Ma ono naprawdę spory zakres regulacji, dzięki czemu podczas największych mrozów będę mogła ubrać gruby sweter i wybrać się na długi spacer, bez obawy, że zaraz zmarznę.
Pętelki, przez które przechodzi mocna wstążka, zrobione są z tego samego materiału co cały płaszcz. Przyszyte są symetrycznie i trzymają się bardzo dobrze.
Jak już wspomniałam na początku, płaszczyk posiada pelerynkę z kapturem:
Wykonana została z tej samej wełny co reszta płaszcza. Także koronka, którą została obszyta, jest taka sama jak ta użyta w płaszczu.
Pelerynka pod spodem posiada podszewkę, kaptur dodatkowo jest ocieplany.
Tutaj pojawił się jedyny problem: kaptur okazał się być zbyt duży. Opadał na oczy uniemożliwiając poruszanie się i nijak nie dało się go ujarzmić D:
Z tego też powodu Lady Sloth uszła drugą pelerynkę, tym razem z mniejszym kapturem. Ten nie opada już na oczy :)
Pelerynka wiązana jest pod szyją na kokardę, tak jak chciałam.
W praktyce jednak te rozwiązanie średnio mi odpowiada, dlatego pewnie za jakiś czas coś zmienię.
Od dawna marzy mi się elficka broszka w kształcie liścia, rodem z Władcy Pierścieni. Myślę, że tego typu zapięcie będzie znacznie bardzie praktyczne i eleganckie :)
Jak prezentuje się płaszcz od wewnątrz?
Przede wszystkim ogromne wrażenie zrobił na mnie sposób wykonania ocieplenia. Jest ono bardzo dokładnie przyszyte, dzięki czemu nic nie będzie się przesuwać, marszczyć, zbijać w kupę itd. Nigdzie nie ma ani jednej wystającej nitki. Nigdzie. Wszystko jest bardzo dobrze obszyte i wykończone.
Pomiędzy wełnianą częścią a ociepleniem znajduje się przestrzeń. Ocieplenie na dole nie jest przyszyte bezpośrednio do płaszcza, a patrząc w jego środek widać, że jest "zamocowane" przy pomocy tasiemek. Na początku bałam się, że może mieć to negatywny wpływ na utrzymywanie ciepła w płaszczu, jednak nic takiego nie zaobserwowałam.
Płaszcz jest bardzo rozkloszowany ♥
Podsumowując:
Płaszcz dostaje 5/5
Nie mam się do czego przyczepić.
Zarówno wykonanie płaszcza, jak i kontakt i obsługa klienta stoją na najwyższym poziomie.
Jedynym mankamentem był kaptur, jednak jego kwestia została szybko i bezboleśnie rozwiązana.
Moje zadowolenie może chyba podkreślić fakt, iż natychmiast po otrzymaniu płaszcza zamówiłam kolejną rzecz od Lady Sloth. Jaką - to na razie tajemnica :)
