Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozkloszowany płaszcz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozkloszowany płaszcz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 stycznia 2015

Pyon Pyon LY-024 black coat (czarny gotycki płaszcz)

 Produkty Pyon Pyon, mimo dość wysokiej jak na polskie warunki ceny, cieszą się sporą popularnością. 
Z góry zdradzę, że ta recenzja nie będzie należeć do przychylnych, bowiem w przeciwieństwie do sukienki ***Pyon Pyon LQ-053***, w przypadku płaszcza LY-024 nie ma się niestety czym zachwycać.


 Płaszcz kupiłam w sierpniu 2012 roku na Restyle i muszę przyznać, że zdecydowaną większość czasu spędził on w szafie. Po dwóch latach wiem, że moja początkowa radość z zakupu była przedwczesna. Mając obecnie porównanie z płaszczami od ***Lady Sloth*** oraz  ***Restyle*** wiem, że płaszcz ten absolutnie nie nadaje się na zimę, a jedynie na jesień/wiosnę, przy czym w polskim klimacie te pory roku dość szybko przechodzą od mrozu do ciepła, tak więc okazji do noszenia go miałam raczej niewiele.
Mimo to został w mojej szafie, ponieważ wiem, że sprzedając go nie uzyskam satysfakcjonującej ceny. Jest więc bardzo sporadycznie, ale jednak używany. 
Pocieszające w tym wszystkim jest to, że nie kupiłam go za obecną "promocyjną" cenę 349zł (!przecena z 399zł!), a jedyne 259zł + przesyłka (o ile mnie pamięć nie myli). Różnica w cenie jest wręcz zatrważająca i szczerze mówiąc ciężko mi uwierzyć, by wraz z nią szła jakakolwiek różnica w jakości.

Zacznę jednak od wymiarów, gdyż to właśnie w tej kwestii płaszcz sprawia kupującym najwięcej problemów. 

Zamówiłam rozmiar S, który według wymiarów podanych na stronie sklepu ma 95cm w biuście i 80cm w talii. Według moich pomiarów w biuście jest maksymalnie 85cm, natomiast w talii 75cm. Różnica, szczególnie w tym pierwszym wymiarze jest po prostu uderzająca. Płaszcz jest ciasny w okolicach biustu i bez doszytych przeze mnie haftek bardzo źle się układał, natomiast w talii jest luźny i gdyby nie waist ties, prezentowałby się nieciekawie. Ponad to płaszcz jest ciasny w ramionach, przez co podniesienie rąk do góry tak, jak robi to modelka na pierwszym zdjęciu jest niemal niemożliwe. 
Złota rada, którą widać często w komentarzach na stronie sklepu, aby zamówić większy rozmiar,  jest więc kiepska, ponieważ płaszcz będzie zbyt luźny w talii.
Płaszcz jest po prostu źle skrojony i żadne zaklinanie rzeczywistości tutaj nie pomoże. 
Każda dziewczyna o normalnych kształtach będzie miała problemy z jego dopasowaniem.


 Płaszcz niewątpliwie jest piękny: kruczoczarny, rozkloszowany, obszyty sztucznym futerkiem, posiada wstawki z koronki, ozdobiony jest gipiurą. Czegóż chcieć więcej? Ano, dobrej jakości. Nie wybitnej, po prostu dobrej. A z tym niestety jest spory problem.


Kaptur jest obszerny, obszyty futerkiem. Od spodu - tak jak na całej długości płaszcza - posiada specyficzne "ocieplenie" z czegoś, co wygląda jak zmechacony polar. U góry ozdobiony został elastyczną koronką, na dole natomiast posiada dwa sznurki zakończone pomponami z futrem. Ich jedynym zadaniem jest dyndanie, ponieważ nie służą do regulacji kaptura.
Z przodu znajduje się koronkowa wstawka z rzędem wykończonych aksamitem guzików. Mają paskudną tendencję do "rozłupywania się": odpada wierzchnia, ozdobna warstwa. Trzeba bardzo pilnować czy aby na pewno wszystkie guziki dobrze się trzymają, ponieważ nie dołączono zapasowego. W razie zgubienia jednego, konieczna będzie wymiana wszystkich.


Niestety, jako że na wysokości biustu płaszcz nieelegancko się rozchodzi, zmuszona byłam do wszycia wspomnianych wcześniej haftek. Trochę ratują sytuację, ale nie zmienia to faktu, że płaszcz jest źle skrojony i nie wygląda to najlepiej. W tym miejscu chcę prosić o zwrócenie uwagi na materiał z którego wykonano płaszcz: miejscami wygląda ok, miejscami natomiast jest zmechacony. Dodam też, że był czyszczony wałkiem do ubrań, mimo to wszędzie widać małe pyłki.
Kolejną irytującą rzeczą jest użycie koronki, przez którą przeciągnięto tasiemkę. Często zdarza się zahaczyć o nią, wyciągnąć kawałek, który potem trzeba jakoś przewlec. Zabawa w przesuwanie zdecydowanie nie należy do moich ulubionych.



Płaszcz posiada wszytą pelerynkę. Zasłania ona jedynie ramiona, poza tym krępuje ruchy. Obszyta jest futerkiem oraz sztuczną koronką, taką samą jaka znajduje się na kapturze oraz na panelu z guzikami. Co jest złego w sztucznej koronce?


TO:


Masa wystających, ciągnących się gumeczek, które z czasem zaczynają wyłazić z koronki. Ich obcinanie niewiele da, nieustannie pojawiają się nowe. Ciekawe, jak długo koronka zachowa "przyzwoity" wygląd.
Futerko, podobnie jak i sam materiał z którego wykonano płaszcz, w miejscach narażonych na częste stykanie się z innymi częściami płaszcza/przedmiotami (torebką, rękawiczkami itd) bardzo szybko ulega zniszczeniu. Materiał mechaci się, a samo futro... ciężko mi to opisać. Zaczyna wyglądać nieelegancko, jest skołtunione:


Tutaj przykład jak materiał prezentuje się z bliska. Podkreślam, że z płaszcza korzystałam naprawdę sporadycznie. Do tej pory więcej razy miałam okazję chodzić w płaszczu od Restyle, a wygląda on nieporównywalnie lepiej.


Płaszcz posiada waist ties. O ile zdjęcia sklepowe sugerują, że można z nich zawiązać elegancką kokardę, o tyle rzeczywistość jest dość brutalna: nic z tego!


Można zrobić raczej węzeł, który podczas siedzenia niemiłosiernie gniecie w plecy. Dłuższa podróż w płaszczu (czy to autobusem czy pociągiem) to katorga.


Wielokrotnie myślałam o usunięciu szarf, ale po pierwsze: płaszcz źle by się układał w talii, po drugie: konieczne byłoby zdemontowanie szlufek, a to mogłoby uszkodzić materiał.


Zobaczmy zatem jak płaszcz prezentuje się od środka:


Oto i ocieplenie: wygląda jak zmechacony polar, coś "misiopodobnego". Jeśli chodzi o właściwości grzewcze - brak. Płaszcz nadaje się na jesień i wiosnę, dla osób upartych także na ciepłą zimę.
W sumie na mrozy też! Pod warunkiem, że ktoś lubi marznąć w imię "lansu", jak ja kiedyś. Nope, nigdy więcej.


Zbliżenie na znajdujący się wewnątrz płaszcza haft z logo producenta:


Widać wyraźna różnicę pomiędzy materiałem wierzchnim a ociepleniem.
Poza tym podczas robienia zdjęć znalazłam "małą" niespodziankę: dziurę.


 Nie mam pojęcia kiedy powstała. Materiał ma tendencje do prucia się wzdłuż szwu i obawiam się, że z czasem pojawią się inne dziury.


Na odwrocie metki widnieje coś, co wygląda jak liczba "10". Nie wiem co biedni Chińczycy szyjący płaszcz mogli mieć na myśli. Być może jest to magiczne 10cm materiału, które zginęło z okolic biustu?
Jak widać, skład płaszcza to 100% poliester. Zapłacenie za niego 350zł to raczej kiepski interes. Znacznie lepiej odłożyć troszkę pieniędzy i zgłosić się do krawcowej, która uszyje płaszcz na wymiar z niebo lepszego materiału.

 Podsumowując: płaszcz dostaje 2/5
 - jest źle skrojony a wymiary na stronie Restyle są przekłamane;
- materiał jest kiepskiej jakości, szybko ulega zniszczeniu;
- cena absolutnie nieadekwatna do jakości.

wtorek, 25 listopada 2014

Restyle - Black Gothic Winter Coat (czarny gotycki płaszcz) R - 34

 Nadchodzi zima, a wraz z nią pora nadprogramowych wydatków </3
Jednym z nich rzecz jasna jest płaszcz. Mój poprzedni klimatyczny nabytek: wełniany, gotycki płaszcz od Lady Sloth, ma się świetnie. Tyle tylko, że jest mi szkoda używać go na co dzień, do pracy, na zakupy itd. Płaszcz od Lady Sloth jest idealny do lolicich stylizacji i czułabym się źle zakładając go do spodni/szortów/kusych spódniczek. Jako, że mój poprzedni codzienny, rozkloszowany płaszcz z gorsetowym sznurowaniem, kupiony lata temu w Orsayu, ostatnio w sposób niemożliwy do opisania uległ zmechaceniu, konieczne okazało się znalezienie godnego następcy. Czasu na zakup nie miałam zbyt wiele (zimno!), więc szycie na wymiar odpadło. Tak więc siłą rzeczy, widząc te oto cudeńko z Restyle, podjęłam decyzję o zakupie.


Zdjęcie płaszcza na modelce przekonało mnie niemal natychmiast. Jak natomiast mają się sprawy w rzeczywistości? Hmmm. To skomplikowane.

Zacznę od tego, że płaszcz kosztował 325zł + przesyłka. Skład to 50% wełny + 50% polister - niebo lepiej, niż wspomniany wcześniej płaszcz z Orsaya, za który dałam około 330zł, a nie było w nim ani grama wełny! No cóż, dawniej nie zwracałam uwagi na skład materiału, teraz wiem, że to robi różnicę. O zgrozo, mój inny nabytek - płaszcz Pyon Pyon LY-024 (którego recenzję kiedyś wkrótce zrobię) - również nie zawiera ani jednego wełnianego włókna. Można zatem uznać, że Restyle postarało się chociaż trochę.
W tym miejscu przyznam się bez bicia, że dość wyjątkowo nie zależało mi na zrobieniu ładnych zdjęć. Po pierwsze: pogoda nie sprzyjała i mój aparat oprotestował jakiekolwiek focenie. Po drugie, nie mam zamiaru robić tutaj darmowej reklamy i wysilać się na rzecz sklepu, który ma w zwyczaju upiększać zdjęcia swoich produktów przy pomocy photoshopa.


* na zdjęciach wyszedł dość intensywnie wymięty, na szczęście po założeniu jest to niemal niewidoczne *

 Płaszcz przybył do mnie w tekturowym pudełku, zapakowany w folię z naklejką, na której widniała nazwa modelu oraz rozmiar. Podczas pierwszej przymiarki miałam poważne wątpliwości, czy rozmiar S przypadkiem nie widnieje tylko na opakowaniu. Nope, płaszcz ma z boku wszytą metkę z nadrukowanym rozmiarem "S" oraz nazwą producenta.


Tak więc jednak rozmiar S. 
A wymiary? 
Moim zdaniem raczej jak dla M.

Na stronie producenta widnieje tabelka, według której Ska ma 84cm w talii oraz 100cm w biuście. 
Według moich pomiarów szerokość w biuście faktycznie się zgadza, ale w talii wynosi aż 90cm.
To "troszkę" więcej, niż podaje producent. Dodam tylko, że płaszcz zmierzyłam na płasko, po zewnętrznym obwodzie, czyli tak, jak podaje to sklep. Bez uwzględnienia sznurowania, którym można odjąć około 15cm. Płaszcz jest ocieplony, przez co rzeczywiście "odpada" kilka centymetrów, ale nie zmienia to faktu, że osoba nosząca rozmiar S będzie posiadać zapas luzu nawet przy dwóch swetrach, przez co konieczne będzie mocne zasznurowanie płaszcza.

I tu powraca kwestia photoshopa. Proszę rzucić okiem na zdjęcia modelki widniejące na stronie Restyle: płaszcz leży na niej idealnie, piękna talia, a do tego sznurowanie z tyłu ma widoczną dużą przerwę (i nie wygląda tak, jakby miała na sobie dwa swetry pod spodem). Modelka wygląda na osobę o drobnej budowie, noszącą rozmiar S. W tym przypadku musi mieć na sobie płaszcz w rozmiarze XS, a taki jak wiadomo nie został wyprodukowany (pisane dnia 25.11.2014 - w końcu mogą być kolejne dostawy uwzględniające ten rozmiarowy mankament).
Jak płaszcz leży na mnie? Może kiedyś dodam zdjęcia~~~

Mając 67cm w pasie, zakładając koszulkę i bluzkę muszę sznurować płaszcz niemal do samego końca (przymiarka z dodatkowymi swetrami niewiele zmienia). Szczerze mówiąc przyglądając się sklepowym wymiarom spodziewałam się, że płaszcz będzie sprawiał tego typu kłopot. No cóż, ostatecznie po praktycznie maksymalnym zasznurowaniu (zostawiając może 3cm luzu, żeby nadmiar ściśniętego materiału miał się jak układać) płaszcz leży całkiem niczego sobie, dlatego też postanowiłam go sobie zostawić. Nie należy się jednak nastawiać na to, że będzie na nas leżał idealnie tak, jak na wyretuszowanych sklepowych zdjęciach. Nie znaczy to jednak, że będzie leżał źle.


 Płaszcz wykonany jest z kruczoczarnej mieszanki wełny i poliestru, ocieplenie natomiast to "polyfill", który według producenta zapewnia "ocieplenie bez poczucia pogrubienia" (i faktycznie, nie trzeba się bać, że w płaszczu będziemy wyglądać jak ludzik michelin).
 Pokładam w tym płaszczu wielką nadzieję: oby tylko się nie mechacił </3
 
Płaszczyk posiada dwa rzędy czarnych,  pokrytych welurowym materiałem guzików (po pięć z każdej strony).
Bardzo przyjemne w dotyku, wymagały natychmiastowego wzmocnienia szycia - producent nie dołączył zapasowego guzika, więc w przypadku zgubienia jednego, konieczna będzie wymiana wszystkich.
Bardzo spodobało mi się to, że pozostałe elementy płaszcza zostały wykończone tym samym aksamitnym akcentem, ale o tym za chwilkę.


Płaszczyk został zaopatrzony w kaptur. Dość ciasno przylega do głowy, daje świetną ochronę przed wiatrem i chłodem. Jest oczywiście ocieplany. Jako minus można policzyć to, że pominięto pętelkę do wieszania. Dla mnie to jednak plus - płaszczy nie powinno wieszać się w taki sposób, dlatego brak pętelki - brak pokusy. Płaszcz ląduje na eleganckim wieszaku w szafie, zamiast tracić proporcje wisząc byle jak i deformując się pod wpływem własnego ciężaru.


 Kaptur pod szyją jest dodatkowo zapinany na zatrzask, który jak na złość nieustannie się rozpina. Kiepskie rozwiązanie, przez które koniecznym staje się opatulenie chustą/szalem, aby podczas porywistego wiatru kaptur co chwila nie zsuwał się z głowy. Udało mi się także znaleźć niezbyt dobrze rokujący element: aksamitne wykończenie brzegu szwu, u samej góry, posiada biały wystający materiał. Nie jest to oczywiście widoczne podczas codziennego użytkowania. Boję się jednak, że zdobienie wraz z czasem może sprawiać jakieś problemy.


 Taaak, mięciusie, welurkowe wykończenie ♥ Materiałem tym obszyto nie tylko guziki, ale także część szwów oraz kieszonki płaszcza. Te ostatnie były bardzo miłym zaskoczeniem: niezwykle głębokie i pojemne. Zmieszczą więcej niż paczka chusteczek, komórka, odtwarzacz mp3 itd. Wielki plus. 


 Należy tylko pamiętać o tym, że trzeba je "rozdziewiczyć" w umiejętny sposób - kieszonki początkowo są zaszyte i konieczne jest przeprowadzenie "operacji". W jej wyniku na podszewce zostają dziury po szyciu, jest to jednak niewidoczne na co dzień. Źle przeprowadzona "operacja" = dziury w podszewce i możliwość oglądania wnętrza pacjenta (ocieplenia). Na szczęście mam wprawę w tego typu sprawach i mój pacjent nie ucierpiał >D


 Miłym zaskoczeniem okazało się być także obszycie dziurek. Spodziewałam się wystających nitek, ale nic z tych rzeczy. Wszystkie dziurki zostały nad wyraz poprawnie obszyte.


Z tyłu płaszcz posiada gorsetowe sznurowanie:


Mocno zawiązany nie wygląda na szczęście tragicznie, ale z pewnością traci przez to na uroku.


 Zakres regulacji jest spory, ale (imho) zdecydowanie większe pole do popisu mają tu osoby noszące standardowe M. Osoba nosząca Skę jest niemal skazana na maksymalne zasznurowanie.


 Producent nie popisał się w kwestii dołączonego sznurka... to raczej wygląda na sznurowadło, któremu ktoś obciął plastikowe końcówki i przypalił je od niechcenia, żeby się nie pruły.
W kwestii oczek oraz ich osadzenia nie mogę na razie nic złego powiedzieć. Myślę, że nie powinno się tutaj dziać nic niezwykłego, w końcu to nie gorset.


 Tak jakoś wyszło, że do tej pory nie miałam okazji wspomnieć o najbardziej rzucającym się w oczy elemencie: sztucznym futerku, którym został ozdobiony cały płaszcz: począwszy od kaptura, przez rękawki, aż po sam dół. Futerko jest miękkie w dotyku, dobrze się układa i stanowi dodatkowe ocieplenie. Jest to mój drugi klimatyczny płaszcz z futrzanymi obszyciami - pierwszy, Pyon Pyon, podobnie jak płaszcz od Lady Sloth, także nadaje się jedynie do lolicich zestawów. Poza tym jest zbyt cienki na zimowe klimaty, a dodatkowo posiada tak pokręcone wymiary, że opisywany tutaj R-34 to pikuś. Wygodny pikuś.


 Tak oto płaszcz prezentuje się od spodu:


 Szału nie ma, nic nie przebije płaszcza od Lady Sloth >klik<. 
Płaszcz Restyle z pewnością jest ocieplany - wystarczy go dotknąć i od razu czuć, że faktycznie został czymś podszyty. Czymś, co całkiem nieźle trzyma ciepło, ponieważ do tej pory nie zdarzyło mi się w płaszczu zmarznąć, chociaż nie zakładałam pod spód więcej niż koszulka + bluzka (ale wiadomo - zima dopiero przed nami). 
Kolejnym plusikiem jest to, że w przeciwieństwie do potworka od Pyon Pyon, płaszcz Restyle zastosował strategię "przejściową": podszewka->warstwa wełnianego materiału->futerko (płaszcz Pyon Pyon LY-024 posiada podszewkę zaraz przy futerku). Rozwiązanie widoczne poniżej, głównie w przypadku rękawów, sprawdza się rewelacyjnie w kwestii izolacji przed zimnem. Rękaw na samym końcu ma coś w rodzaju "kołnierza", który zabezpiecza przed chłodem, jednocześnie uniemożliwiając ciepełku wydostawanie się na zewnątrz. Nie wiem czy ktoś nad tym myślał, czy wyszło im to całkiem przypadkiem. Faktem jest, że działa. W przypadku obszycia na dole nie ma to zapewne żadnego znaczenia, ale widać, że włożono w produkcję odrobinę więcej pracy, niż zwyczajnie urywając podszewkę w miejscu, gdzie zaczyna się futro.
 

 W sumie to wszystko, co na chwilę obecną mogę powiedzieć o płaszczu.
No, może jeszcze jedna rzecz, która z lekka mnie zdziwiła: papierową metkę przypięto na zewnątrz, pod pachą. Nie sposób było ją przegapić. Czy zdecydowano się na to, ponieważ sklep obawiał się, że klientki będą chodzić w płaszczu a później, po paru dniach dokonają zwrotu? Zawsze spotykałam się z tym, że metki - czy to papierowe, czy materiałowe - przypięte są wewnątrz płaszcza. Na szczęście plastikowe zapięcie nie zostawiło śladu na materiale.

Podsumowując:

Pomimo przesadnego wręcz pozostawienia "wolnego" miejsca na dodatkowe swetry przyznaję, że płaszcz jest wygodny. Rękawy są idealnej długości, wyciągając ręce przed siebie nie świecę nadgarstkami. Nie mam także problemów z podniesieniem rąk do góry (proszę się nie śmiać, niektóre płaszcze nie pozwalają na takie szaleństwa!), nic nie ciśnie mnie w barkach i nie ogranicza ruchów. 
Talia przy mocnym zasznurowaniu jest podkreślona, dół natomiast rozkloszowany. Całość dobrze trzyma proporcje i wygląda naprawdę elegancko.
Płaszcz jest wart swojej ceny. Poza tym nie oszukujmy się, płaszcze w zwykłej sieciówce kosztują mniej więcej tyle samo, a wyglądają... przeciętnie. I wcale nie są lepszej jakości.

Płaszcz dostaje 4+/5
- za przekłamanie wymiarów i za zły photoshop, który czyni cuda na zdjęciach sklepowych i wprowadza klienta w błąd;
- za brak dodatkowego guzika, który chyba zawsze i wszędzie jest standardem (a już na pewno w przypadku odzienia wierzchniego);

Poza tym większych zastrzeżeń jako takich (na razie) nie mam.
Z zakupu jestem zadowolona i mam nadzieję, że nie ulegnie to zmianie.
Teraz tylko czekać na prawdziwe mrozy i zimę stulecia >D