Każda wiedźma kiedyś dorasta.
Schludne, uporządkowane szaty uczennicy powoli odchodzą w zapomnienie, by ustąpić miejsca z pozoru bezładnym, chaotycznym, wręcz niechlujnym łachom starej wiedźmy, mogącej tytułować się mianem "Mistrza". W końcu wiek rządzi się swoimi prawami: z niektórych rzeczy się wyrasta, inne już nie wypadają, na jeszcze inne, z racji pełnionych obowiązków, nie ma się kompletnie czasu.
Wraz z bezlitosnym upływem czasu szaty zdają się rosnąć i starzeć razem z ich właścicielem. Nawet rondo kapelusza, niczym stare drzewo, powiększyło wymownie swą objętość, świadcząc tym samym o wyższej randze osoby je noszącej.
I tak, jak niegdyś ***młoda wiedźma-uczennica*** spacerowała po zamkowym tarasie podziwiając kunszt budowniczych zamku i zazdroszcząc jego mieszkańcom beztroskiego życia, tak teraz stara wiedźma snuje się po opuszczonych, zamkowych ruinach, w których nie ostał się ani jeden żywy, mogący opowiedzieć historię dawnej świetności tego miejsca.
A teraz powrót na ziemię >D
Kto zdążył już odgadnąć, co to za ruiny?
Zdjęcie pod spodem powinno rozwiać wszelkie wątpliwości:
Jest to oczywiście Krzyżtopór (dla osób, które nie skojarzyły: podpowiedź stanowią rzeźby znajdujące się po bokach bramy). Rzecz jasna nie będę w notce bawić się w opisywanie tego miejsca - po prostu polecam samemu się tam wybrać, naprawdę warto ♥
Wstęp dzisiejszej notki zawiera w sobie pewną smutną, ale i ważną prawdę: będąc dorosłym (czyli zarabiającym na własne utrzymanie) mało kiedy ma się czas na przyjemności takie jak tworzenie ładnych/ciekawych/eksperymentalnych stylizacji (niepotrzebne skreślić) czy wycieczki gdzieś dalej, niż do osiedlowego biedro.
Słysząc więc od Lubego, że ma dla mnie wycieczkę-niespodziankę, odstawiłam się jak szczur na otwarcie kanałów. Byłam pewna, że pojedzie się zwiedzać któreś z okolicznych miast, posiadających zbytek luksusu jakim jest rynek miejski, kamieniczki, stare kościoły itp (których w moim betonowym mieście brak). Słowem: myślałam, że będę cieszyć zmysły przeważnie w pozycji siedzącej, gdzieś w ogródku jakiejś kawiarni, pijąc mrożoną herbatę i machając wachlarzem, gdyż upały w lipcu dawały się srogo we znaki :"D
Jakiż więc był mój szok, kiedy dowiedziałam się co jest celem wyprawy. No cóż, nie powiem - perspektywa zwiedzania ruin Krzyżtoporu bardzo mnie ucieszyła. Było tylko jedno "ale": ucieszyłaby mnie z pewnością dużo bardziej, gdybym zabrała ze sobą buty na zmianę.
Co prawda buty Bodyline 258 są bardzo wygodne, ale nie oszukujmy się: nie jest to obuwie odpowiednie do takiego miejsca. Nie miałam jednak żadnej alternatywy, tak więc powoli i ostrożnie zwiedziłam cały zamek. Począwszy od ciemnych, śliskich i zimnych piwnic, skończywszy na pełnym pyłu i nierówności piętrze.
Zestaw był moją wizją dojrzałej, nowoczesnej wiedźmy, która w głębi serca ukradkiem tęskni za starymi, dobrymi czasami: mrocznymi, bezkształtnymi szatami, spiczastym kapeluszem, lataniem na miotle, straszeniem dzieci. Chociaż myślę, że w tym ostatnim przypadku udało mi się wystraszyć nie tylko maluchy >D
Pomimo upałów postawiłam na warstwy: pod spód trafił fishnet, na niego top z Atmosphere, którego wzór przypomina mi stare, łyse konary drzew. Na ramionach obowiązkowa chusta przeciwsłoneczna :v Biżuteria w kolorze srebra, ze znaczącą przewagą latających przyjaciół, w tym wisior - nietoperz przerobiony z kolii Restyle "Midnight Queen".
Włosy, podobnie jak w notce "Witch's Apprentice", zostały zaplecione w warkoczyki. Chciałabym napisać "wygoda przede wszystkim", ale w kontekście tej wyprawy i butów zabrzmiałoby to jak kiepski żart.
Zestaw uzupełnia nowa torba podróżna: teczka "Cathedral" od Restyle. Dość pojemna, jak na razie sprawuje się bardzo dobrze.
Nie mogę oczywiście pominąć spódnicy: asymetryczna, wykonana z bardzo
lekkiego i delikatnego szyfonu. Podczas chodzenia tył dość
spektakularnie unosi się na wietrze ♥
Całość uzupełniają czarne rajstopy w kwiecisty wzór, komponujący się z motywem na chuście.
Całość uzupełniają czarne rajstopy w kwiecisty wzór, komponujący się z motywem na chuście.
Muszę przyznać, że największą frajdę miałam podczas robienia zdjęć w podziemiach, przy nikłym świetle lamp. Co prawda mój aparat nie pozwalał uwiecznić niczego w ruchu, a spora część zdjęć do niczego się nie nadawała, to jednak udało się wykonać parę ciekawych ujęć >D
O dziwo, zamek posiada pewnych stałych mieszkańców.
Tego oto pisklaka (najprawdopodobniej sokolego) udało nam się wypatrzyć podczas zwiedzania piętra. Nie można było nie zauważyć, że był to jego pierwszy, dziewiczy lot. Poza tym jak widać, malec posiadał jeszcze całkiem sporo puchu ♥
Wycieczkę muszę uznać za niezwykle udaną. Ofiar nie było, nóg nie połamałam, całość zamku zwiedziłam >D
Żałuję jedynie, że w tym roku nie udało mi się wygospodarować więcej czasu na zwiedzanie innych, równie ciekawych miejsc (a lista jest dość długa). No cóż, przynajmniej mam motywację, aby dożyć kolejnych wakacji (które wakacjami są tylko z nazwy) :"D
