Czarownica, chociaż pełna nazwa powinna brzmieć "pochmurna czarownica" (lub "ponura czarownica": "Gloomy Witch").
I nie chodzi tylko o tragiczną pogodę, która trafiła się podczas robienia zdjęć, ale także mały wypadek, jaki miałam dzień przed foceniem ;__;
Drobna rada: nigdy nie przeskakujcie po kilka schodków. Jako dziecko uwielbiałam to robić, jaka osoba dorosła nie powtórzę tego wyczynu nigdy więcej. Daruję sobie szczegóły wypadku, ale jego efekt był taki, że kolano okrutnie napuchło, zmieniło kolor na sino-bordowo-żółty i odmówiło zginania się. Ostatecznie na spacer wyszłam strasznie obolała, na nogach-szczudłach, a wszystkie pozy wyszły dość podobnie... I tak dobrze, że po kilku dniach robienia okładów i smarowania różnymi maściami opuchlizna zaczęła znikać :'D
Wróćmy jednak do stylizacji, w której główne skrzypce grają moje dwa ulubione kolory: czerń i czerwień. Jest to moje drugie podejście do sukienki Surface Spell "Judgement Day" - przedtem uwieczniłam ją w stylizacji "Days of Red Roses". Tym razem nadszedł czas na coś bardziej wymyślnego a zarazem szalonego. Koncepcja ponurej czarownicy przemierzającej las narodziła się w mojej głowie dawno temu, jednak dopiero teraz miałam okazję zrealizować ten pomysł.
Dlaczego dopiero teraz? No cóż, ponieważ dopiero teraz udało mi się skompletować wszystkie elementy wymarzonego outfitu. Zajęło mi to trochę czasu, ale było warto :D
Jednym z tych elementów jest czarno-czerwona teczka "Cemetery Red" kupiona na Restyle. Nagie konary gałęzi nachylające się nad cmentarną bramą - czegóż więcej można chcieć? >D
Tak wiem, moje czerwienie różnią się odcieniami :c Niestety, spójrzmy prawdzie w oczy: idealne dopasowanie jest niemal niemożliwe, poza tym aparat po części kłamie - haft na sukience w rzeczywistości ma bardziej intensywny kolor.
Jakiś czas temu w wątku "Rajstopowe szaleństwo - część wzorzysta i pasiasta" wspominałam o moim konserwatywnym podejściu do pasiastych rajstop i zakolanówek. Muszę przyznać, że jest to moja pierwsza stylizacja z pasiakami na nogach, z której jestem naprawdę zadowolona. Na nogi (jako, że zdjęcia robione były pod koniec astronomicznej zimy) trafiły moje ulubione sznurowane kozaki na platformie. Są naprawdę niezawodne :)
Kolejnym elementem garderoby który od dawna pragnęłam mieć w swojej szafie jest szyfonowa bluzka od Lady Sloth. Piękna koronka, którą ozdobiony jest dekolt oraz rękawki przedstawia motyw krzyży i pnączy. Prosta i elegancka, idealnie pasuje do wszystkich stylizacji w klimacie gothic lolita. Pokochałam ją tak mocno, że nie mogę się z nią rozstać (jeszcze nie raz i nie dwa użyję ją do stylizacji).
Jako, że pogoda była ponura i chłodna, pod szyfonową koszulę trafiła zwykła bawełniana bluzka z długim rękawem (tak samo jak pod zakolanówki trafiły grube rajty z polarkiem). Przeziębienie to ostatnie czego bym potrzebowała (ubite kolano mi wystarczy :'D ).
Pora na opisanie biżuterii i dodatków :)
Na szyję trafiła gotycka kolia w kolorze starego srebra z czerwonymi kryształkami (upolowana wieki temu na sh) do tego dwa pojedyncze sznury czarnych perełek. Na nadgarstek, w miejsce łączenia koronki z szyfonową bluzką, założyłam bransoletkę z czerwonymi kryształkami (Rossmann za 5 zł >D ).
Przy takiej liczbie biżuterii uznałam, że wystarczą dwa pierścionki: pierścionek-żyrandol z Restyle oraz pierścień z ogromnym, czerwonym oczkiem z Opii (więcej pierścionków w kolorze srebra *tutaj*).
We włosy trafiła opaska z czerwonych różyczek kupiona u Menoy. Dodatkowo wpięłam dwie czarne róże. Dwie, ponieważ kiedy byłam dzieckiem powiedziano mi, że obdarowanie kogoś dwoma kwiatami przynosi nieszczęście - lubię takie "chłopskie" przesądy >D
Obok róż znalazło się miejsce dla spinki-żyrandola z Restyle oraz czarnej woalki.
Podsumowując ten ponury spacer mogę tylko dodać, że na daną chwilę jest to jeden z moich ulubionych outfitów, z dużo mocniejszym przechyłem w stronę "gothic" niż "lolita" i zarazem najlepszy zimowy zestaw jaki stworzyłam. Oczywiście opinie mogą być różne, ale od tego są komentarze :D