Ostatnimi czasy mocno zaniedbuję lolicią część garderoby. Z jednej
strony dlatego, że praktycznie nic mi się nie podoba (chociaż może
powinnam ująć to inaczej: coś może mi się autentycznie podobać, ale sama
w życiu bym tego nie założyła). Z drugiej strony dlatego, że na starość
nie za bardzo jest czas, aby wozić się w fancy ciuszkach :'D
Na szczęście lolicie koszule mają to do siebie, że spokojnie pasują
zarówno do ponuro-mroczniastych gotyckich outfitów, jak i klasycznych,
eleganckich zestawów na większe wyjścia. Z czystym sumieniem mogę
stwierdzić, że są dużo bardziej uniwersalne, niż lolicie sukienki czy
obuwie :^
Z tego też powodu jakiś czas temu przygarnęłam parę koszul. Pierwsza w kolejce jest czarna "Fisciano" od Magic Tea Party, nabyta z drugiej ręki na Lace Kingdom (zapraszam tam wszystkich, którym marzy się rozpoczęcie przygody z lolita fashion ♥). Koszula przybyła do mnie w stanie idealnym (lekko wymięta, ale to moja wina, że przed foceniem nie sięgnęłam po żelazko). Wygląda dokładnie tak, jak na zdjęciach sklepowych. Moje jedyne wątpliwości dotyczą guzików: wydaje mi się, że producent użył nieco innych, jednak nie przeszkadza mi to. Czarne, gładkie spisują się bardzo dobrze.
Poprzednia właścicielka pamiętała, aby do koszuli dołączyć waist ties oraz kokardy. Co prawda używać ich nie będę, gdyż koszula - chociaż w rozmiarze L - jest na mnie na styk, tak więc szarfy są całkowicie zbędne, kokardy natomiast to kompletnie nie moja bajka.
Każdy zakup podyktowany jest czymś konkretnym. W tym przypadku urzekł mnie kształt kołnierzyka (nie posiadam w swojej garderobie nic w tym stylu) oraz długość rękawków (do łokcia). Chociaż koszula była kupiona z myślą o lecie, to na majowym weekendzie przeszła już chrzest bojowy i spisała się wybornie.
Koszula ozdobiona jest czarną, kwiatową koronką. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że zdjęcia wyszły nieco prześwietlone (oraz pełne "szumów" ;_;). W rzeczywistości koszula jest idealnie kruczoczarna i ku mojej wielkiej radości kolor koronki nie odbiega od koloru samego materiału, z którego została uszyta. Może to zabrzmieć nieco abstrakcyjnie, ale tak: spotkałam się już z ubraniami, gdzie odcień koronki w znacznym stopniu różnił się od koloru materiału. Muszę przyznać, że mało jest rzeczy, które drażnią mnie równie mocno.
Koszula z przodu oraz na rękawkach ozdobiona jest perełkowymi guzikami. Zapina się je wygodnie i prezentują się bardzo estetycznie.
Z tyłu koszula nie posiada shirringu, widać natomiast dwa guziki do mocowania szarf.
Jest to moja druga koszula tego producenta. Poprzednią - czarną, bawełnianą z długim rękawkiem - sprzedałam ze smutkiem: doszłam do wniosku, że jeśli koszule, to tylko z szyfonu. W przypadku tego modelu ciężko powiedzieć coś więcej na temat materiału. Jest grubszy niż szyfon ale cieńszy niż bawełna, raczej nie powinien tracić koloru. Myślę też, że nie grozi mu zaciągnięcie, dlatego koszula jest idealna do zestawów na co dzień oraz na dłuższe wyjazdy.
Podsumowując: z zakupu jestem zadowolona. Szczerze mówiąc nie mam
nawet za bardzo do czego się przyczepić. Koszula kosztuje około 170
juanów, nie są to więc zawrotne pieniądze. Jak na taobaowe standardy (oraz przelicznik cena/jakość) produkt jest jak najbardziej godny polecenia.
A tak oto koszula prezentuje się na mnie. Jak widać, jest intensywnie czarna, czego niestety nie mogę powiedzieć o sukience "Early Summer Bride" od Dear Celine, która złośliwie odbija światło, wpadając w fioletowawo-granatowe odcienie. No cóż, przynajmniej gipiura nie płata figli i jej mroczność jest taka sama, jak ma to miejsce w przypadku reszty outfitu :^

